Dużo publicznie mówi się na Politechnice i naszym Wydziale o jakości kształcenia i standardach nauczania. Uważam jednak, że na naszej Uczelni nie dzieje się dobrze w tym względzie, i posłużę się dwoma skrajnymi przykładami. Pierwszy dotyczy egzaminu dyplomowego. Student przedstawiał pracę związaną z audytem energetycznym, Podczas prezentacji mówiąc i pisząc o mocy czynnej i biernej posługiwał się jednostkami kWh oraz kVArh, co wyraźnie było widać w opisie prezentowanych tabel. W ramach pytań kierunkowych miał udzielić odpowiedzi na temat metod pomiaru wielkości elektrycznych. Na zadane pytanie, jaki parametr mierzonej wielkości pokazuje przyrząd magnetoelektryczny, czy jest to wartość średnia, czy maksymalna, czy skuteczna, student nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ale egzamin zdał i jest inżynierem. Drugi przypadek jest związany z pomawianiem oraz z wulgarnymi mailami jakiego doświadczyłem osobiście. Okazuje się, że student może napisać o prowadzeniu zajęć i prowadzącym, co chce, formułować dowolne pomówienia, pisać nieprawdę, a nawet wysyłać wulgarne maile, a reakcja władz uczelni na kierowane w tej sprawie pisma jest niestety zerowa. Od wielu lat zajmuję się nauczaniem i dydaktyką, zarówno na uczelni, jak i przemyśle. Prowadziłem zajęcia w kilku wrocławskich technikach oraz współpracowałem z Okręgową Komisją Egzaminacyjną we Wrocławiu. Uczestniczyłem i prowadziłem zajęcia na uniwersytecie w Erlangen-Nurenberg oraz Kingston University of London, słuchałem wykładów z fizyki na Uniwersytecie Stanforda, ukończyłem studia podyplomowe z fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Nigdzie i nigdy nie spotkałem się z tym, że o minimach zaliczeniowych dyskutują i decydują studenci. Nie może być tak, że prowadzący zajęcia wyjaśnia i tłumaczy przełożonym, o co śmiał zapytać studenta na egzaminie lub na kolokwium, dlaczego próg zaliczeń jest „taki wysoki”, bo wynosi aż 51% poprawnych odpowiedzi. Wiem, że na naszej uczelni często jest stosowana metoda przepisywania ocen z ćwiczeń na wykład lub wstawianie oceny dostatecznej za obecność na zajęciach. W konsekwencji, każdy prowadzący zajęcia, który próbuje wyegzekwować elementarną... Dowiedz się więcej
Dużo publicznie mówi się na Politechnice i naszym Wydziale o jakości kształcenia i standardach nauczania. Uważam jednak, że na naszej Uczelni nie dzieje się dobrze w tym względzie, i posłużę się dwoma skrajnymi przykładami.
Pierwszy dotyczy egzaminu dyplomowego. Student przedstawiał pracę związaną z audytem energetycznym, Podczas prezentacji mówiąc i pisząc o mocy czynnej i biernej posługiwał się jednostkami kWh oraz kVArh, co wyraźnie było widać w opisie prezentowanych tabel. W ramach pytań kierunkowych miał udzielić odpowiedzi na temat metod pomiaru wielkości elektrycznych. Na zadane pytanie, jaki parametr mierzonej wielkości pokazuje przyrząd magnetoelektryczny, czy jest to wartość średnia, czy maksymalna, czy skuteczna, student nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ale egzamin zdał i jest inżynierem.
Drugi przypadek jest związany z pomawianiem oraz z wulgarnymi mailami jakiego doświadczyłem osobiście. Okazuje się, że student może napisać o prowadzeniu zajęć i prowadzącym, co chce, formułować dowolne pomówienia, pisać nieprawdę, a nawet wysyłać wulgarne maile, a reakcja władz uczelni na kierowane w tej sprawie pisma jest niestety zerowa.
Od wielu lat zajmuję się nauczaniem i dydaktyką, zarówno na uczelni, jak i przemyśle. Prowadziłem zajęcia w kilku wrocławskich technikach oraz współpracowałem z Okręgową Komisją Egzaminacyjną we Wrocławiu. Uczestniczyłem i prowadziłem zajęcia na uniwersytecie w Erlangen-Nurenberg oraz Kingston University of London, słuchałem wykładów z fizyki na Uniwersytecie Stanforda, ukończyłem studia podyplomowe z fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Nigdzie i nigdy nie spotkałem się z tym, że o minimach zaliczeniowych dyskutują i decydują studenci. Nie może być tak, że prowadzący zajęcia wyjaśnia i tłumaczy przełożonym, o co śmiał zapytać studenta na egzaminie lub na kolokwium, dlaczego próg zaliczeń jest „taki wysoki”, bo wynosi aż 51% poprawnych odpowiedzi. Wiem, że na naszej uczelni często jest stosowana metoda przepisywania ocen z ćwiczeń na wykład lub wstawianie oceny dostatecznej za obecność na zajęciach. W konsekwencji, każdy prowadzący zajęcia, który próbuje wyegzekwować elementarną wiedzę i umiejętności zapisane w karcie przedmiotu jest na straconej pozycji. Przecież chyba nie chodzi o to by być na zajęciach, należy chyba też uważnie słuchać, pytać, rozwiązywać zadania, czytać materiały do wykładów, a przede wszystkim studiować. Warto w tym miejscu przypomnieć treść ślubowania jakie składają studenci: „Wstępując do wspólnoty akademickiej Politechniki Wrocławskiej, ślubuję uroczyście: - zdobywać wytrwale wiedzę i umiejętności, - kształcić umysł i charakter do twórczego i odpowiedzialnego życia, - postępować godnie i uczciwie, w zgodzie z prawem, tradycją i obyczajami akademickimi, - dbać o dobre imię Politechniki Wrocławskiej.” Zapominając o złożonym ślubowaniu studenci naszej uczelni potrafią dopasowywać każdą wypowiedź, niezależnie od jej treści i sensu, do swoich celów, posuwając się do insynuacji i pomówień oraz zwykłej nieprawdy.
Jeżeli nadal będziemy tolerować takie postawy i zachowania studentów, to za chwilę wszystko, co jest omawiane na wykładach i ćwiczeniach będzie nie potrzebne, że nie ma to sensu, że jest i będzie niezrozumiałe, a także oczywiście źle wytłumaczone. Nasuwa się pytanie: Quo vadis Alma Mater?
Leszek Ładniak... Collapse
Pierwszy dotyczy egzaminu dyplomowego. Student przedstawiał pracę związaną z audytem energetycznym, Podczas prezentacji mówiąc i pisząc o mocy czynnej i biernej posługiwał się jednostkami kWh oraz kVArh, co wyraźnie było widać w opisie prezentowanych tabel. W ramach pytań kierunkowych miał udzielić odpowiedzi na temat metod pomiaru wielkości elektrycznych. Na zadane pytanie, jaki parametr mierzonej wielkości pokazuje przyrząd magnetoelektryczny, czy jest to wartość średnia, czy maksymalna, czy skuteczna, student nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ale egzamin zdał i jest inżynierem.
Drugi przypadek jest związany z pomawianiem oraz z wulgarnymi mailami jakiego doświadczyłem osobiście. Okazuje się, że student może napisać o prowadzeniu zajęć i prowadzącym, co chce, formułować dowolne pomówienia, pisać nieprawdę, a nawet wysyłać wulgarne maile, a reakcja władz uczelni na kierowane w tej sprawie pisma jest niestety zerowa.
Od wielu lat zajmuję się nauczaniem i dydaktyką, zarówno na uczelni, jak i przemyśle. Prowadziłem zajęcia w kilku wrocławskich technikach oraz współpracowałem z Okręgową Komisją Egzaminacyjną we Wrocławiu. Uczestniczyłem i prowadziłem zajęcia na uniwersytecie w Erlangen-Nurenberg oraz Kingston University of London, słuchałem wykładów z fizyki na Uniwersytecie Stanforda, ukończyłem studia podyplomowe z fizyki na Uniwersytecie Warszawskim. Nigdzie i nigdy nie spotkałem się z tym, że o minimach zaliczeniowych dyskutują i decydują studenci. Nie może być tak, że prowadzący zajęcia wyjaśnia i tłumaczy przełożonym, o co śmiał zapytać studenta na egzaminie lub na kolokwium, dlaczego próg zaliczeń jest „taki wysoki”, bo wynosi aż 51% poprawnych odpowiedzi. Wiem, że na naszej uczelni często jest stosowana metoda przepisywania ocen z ćwiczeń na wykład lub wstawianie oceny dostatecznej za obecność na zajęciach. W konsekwencji, każdy prowadzący zajęcia, który próbuje wyegzekwować elementarną wiedzę i umiejętności zapisane w karcie przedmiotu jest na straconej pozycji. Przecież chyba nie chodzi o to by być na zajęciach, należy chyba też uważnie słuchać, pytać, rozwiązywać zadania, czytać materiały do wykładów, a przede wszystkim studiować. Warto w tym miejscu przypomnieć treść ślubowania jakie składają studenci: „Wstępując do wspólnoty akademickiej Politechniki Wrocławskiej, ślubuję uroczyście: - zdobywać wytrwale wiedzę i umiejętności, - kształcić umysł i charakter do twórczego i odpowiedzialnego życia, - postępować godnie i uczciwie, w zgodzie z prawem, tradycją i obyczajami akademickimi, - dbać o dobre imię Politechniki Wrocławskiej.” Zapominając o złożonym ślubowaniu studenci naszej uczelni potrafią dopasowywać każdą wypowiedź, niezależnie od jej treści i sensu, do swoich celów, posuwając się do insynuacji i pomówień oraz zwykłej nieprawdy.
Jeżeli nadal będziemy tolerować takie postawy i zachowania studentów, to za chwilę wszystko, co jest omawiane na wykładach i ćwiczeniach będzie nie potrzebne, że nie ma to sensu, że jest i będzie niezrozumiałe, a także oczywiście źle wytłumaczone. Nasuwa się pytanie: Quo vadis Alma Mater?
Leszek Ładniak... Collapse








