Mój przyjaciel Harnaś W niedzielę 10 stycznia zmarł ksiądz biskup Adam Dyczkowski. Wiadomość o tym zasmuciła mnie ogromnie, bowiem gdy odchodzi do wieczność wspaniały duchowny, a na dodatek mój przyjaciel, to uczucie głębokiego żalu jest czymś nieuniknionym. A nasza przyjaźń była dobrej próby. Zrodziła się w marcu 1982 na sali sądowej podczas procesu, jaki wytoczono mnie oraz kilku działaczom Solidarności i NZS-u, oskarżonym o kierowanie strajkiem protestacyjnym po wprowadzeniu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. A sala ta pękała w szwach, bowiem setki ludzi pragnęło zademonstrować solidarność z oskarżonymi. Wśród nich zwracał uwagę swą sutanną i czerwoną, biskupią piuską On, biskup Adam Dyczkowski. Ręką kreślącą w powietrzu znak krzyża błogosławił oskarżonym, a swą obecnością dowodził, że hierarchia polskiego kościoła jest wierna słowom prymasa Stefana Wyszyńskiego, że polski kościół i zawsze mus być z narodem. Także na salach sądowych. A gdy opuściłem więzienne mury i mogłem z bliska patrzeć na biskupią posługę mojego przyjaciela, to zrozumiałem skąd się bierze podziw i miłość do niego ze strony studenckiej braci. Bowiem był diecezjalnym duszpasterzem wrocławskiego środowiska studenckiego. A na spotkaniach „pod czwórką” , gdzie zawsze było więcej studentów niż krzeseł, obok mądrych rozważań zawsze były chwile, kiedy to Harnaś (bo taki miał pseudonim wśród studentów) brał do ręki gitarę i rozpoczynał wspólne śpiewanie. Tak bywało nie tylko w duszpasterstwie CODA „pod czwórką”, ale też na wspólnych wypadach w góry, na narty czy na wędrówkę. Nie tylko studenci kochali Harnasie. Wielu nauczycieli akademickich ogromnie ceniło przyjaźń, jaką im ofiarowywał Ksiądz Biskup. Ja miałem szczęście otrzymywać biskupią przyjaźń i zawsze mogłem liczyć na pomoc, na zrozumienie i na wspaniałe rozmowy jakich miałem wiele. To też trudno się dziwić, że w roku 1991 Kolegium Rektorów Wrocławskich i Opolskich nagrodziło Harnasia doroczną nagrodą za integrację środowiska akademickiego. To był pierwszy duchowny, który był laureatem tej nagrody. Rok... Dowiedz się więcej
Mój przyjaciel Harnaś
W niedzielę 10 stycznia zmarł ksiądz biskup Adam Dyczkowski. Wiadomość o tym zasmuciła mnie ogromnie, bowiem gdy odchodzi do wieczność wspaniały duchowny, a na dodatek mój przyjaciel, to uczucie głębokiego żalu jest czymś nieuniknionym. A nasza przyjaźń była dobrej próby. Zrodziła się w marcu 1982 na sali sądowej podczas procesu, jaki wytoczono mnie oraz kilku działaczom Solidarności i NZS-u, oskarżonym o kierowanie strajkiem protestacyjnym po wprowadzeniu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. A sala ta pękała w szwach, bowiem setki ludzi pragnęło zademonstrować solidarność z oskarżonymi. Wśród nich zwracał uwagę swą sutanną i czerwoną, biskupią piuską On, biskup Adam Dyczkowski. Ręką kreślącą w powietrzu znak krzyża błogosławił oskarżonym, a swą obecnością dowodził, że hierarchia polskiego kościoła jest wierna słowom prymasa Stefana Wyszyńskiego, że polski kościół i zawsze mus być z narodem. Także na salach sądowych.
A gdy opuściłem więzienne mury i mogłem z bliska patrzeć na biskupią posługę mojego przyjaciela, to zrozumiałem skąd się bierze podziw i miłość do niego ze strony studenckiej braci. Bowiem był diecezjalnym duszpasterzem wrocławskiego środowiska studenckiego. A na spotkaniach „pod czwórką” , gdzie zawsze było więcej studentów niż krzeseł, obok mądrych rozważań zawsze były chwile, kiedy to Harnaś (bo taki miał pseudonim wśród studentów) brał do ręki gitarę i rozpoczynał wspólne śpiewanie. Tak bywało nie tylko w duszpasterstwie CODA „pod czwórką”, ale też na wspólnych wypadach w góry, na narty czy na wędrówkę.
Nie tylko studenci kochali Harnasie. Wielu nauczycieli akademickich ogromnie ceniło przyjaźń, jaką im ofiarowywał Ksiądz Biskup. Ja miałem szczęście otrzymywać biskupią przyjaźń i zawsze mogłem liczyć na pomoc, na zrozumienie i na wspaniałe rozmowy jakich miałem wiele. To też trudno się dziwić, że w roku 1991 Kolegium Rektorów Wrocławskich i Opolskich nagrodziło Harnasia doroczną nagrodą za integrację środowiska akademickiego. To był pierwszy duchowny, który był laureatem tej nagrody.
Rok później Ksiądz Biskup opuścił Wrocław, najpierw został biskupem pomocniczym w Legnicy, a w roku 1993 powołano Go na biskupa ordynariusza diecezji zielonogórsko – gorzowskiej. Od tego czasu z podziwem patrzyłem na piękny i mądry sposób sprawowania tej bardzo trudnej funkcji zarządzania wielką diecezją. Mimo dzielącej nas odległości wyrażonej w kilometrach, spotykaliśmy się dość często i dla mnie te spotkania były bardzo cenne. Czułem się wręcz dumny z zaproszenia do napisania tekstu w księdze jubileuszowej wydanej w roku 2002 na jubileusz 70 –lecia Księdza Biskupa. Tytuł tej księgi to Sursum Corda – W górę Serca, co było biskupim zawołaniem Harnasia.
A w grudniu zeszłego roku Harnaś przesłał mi książeczkę o tym samym tytule, która była zapisem jego rozmów przy kawie z biskupem Stefanem Redmuntem, następcą na tronie biskupów zielonogórskich.
Z odejściem Harnasia mój świat skurczył się bardzo. I chociaż powtarzam sobie Sursum Corda bo wierzą , że mój przyjaciel jest dziś szczęśliwy stojąc u stóp Boskiego Tronu, to jednak bardzo mi smutno.
prof. Andrzej Wiszniewski... Collapse
W niedzielę 10 stycznia zmarł ksiądz biskup Adam Dyczkowski. Wiadomość o tym zasmuciła mnie ogromnie, bowiem gdy odchodzi do wieczność wspaniały duchowny, a na dodatek mój przyjaciel, to uczucie głębokiego żalu jest czymś nieuniknionym. A nasza przyjaźń była dobrej próby. Zrodziła się w marcu 1982 na sali sądowej podczas procesu, jaki wytoczono mnie oraz kilku działaczom Solidarności i NZS-u, oskarżonym o kierowanie strajkiem protestacyjnym po wprowadzeniu przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego. A sala ta pękała w szwach, bowiem setki ludzi pragnęło zademonstrować solidarność z oskarżonymi. Wśród nich zwracał uwagę swą sutanną i czerwoną, biskupią piuską On, biskup Adam Dyczkowski. Ręką kreślącą w powietrzu znak krzyża błogosławił oskarżonym, a swą obecnością dowodził, że hierarchia polskiego kościoła jest wierna słowom prymasa Stefana Wyszyńskiego, że polski kościół i zawsze mus być z narodem. Także na salach sądowych.
A gdy opuściłem więzienne mury i mogłem z bliska patrzeć na biskupią posługę mojego przyjaciela, to zrozumiałem skąd się bierze podziw i miłość do niego ze strony studenckiej braci. Bowiem był diecezjalnym duszpasterzem wrocławskiego środowiska studenckiego. A na spotkaniach „pod czwórką” , gdzie zawsze było więcej studentów niż krzeseł, obok mądrych rozważań zawsze były chwile, kiedy to Harnaś (bo taki miał pseudonim wśród studentów) brał do ręki gitarę i rozpoczynał wspólne śpiewanie. Tak bywało nie tylko w duszpasterstwie CODA „pod czwórką”, ale też na wspólnych wypadach w góry, na narty czy na wędrówkę.
Nie tylko studenci kochali Harnasie. Wielu nauczycieli akademickich ogromnie ceniło przyjaźń, jaką im ofiarowywał Ksiądz Biskup. Ja miałem szczęście otrzymywać biskupią przyjaźń i zawsze mogłem liczyć na pomoc, na zrozumienie i na wspaniałe rozmowy jakich miałem wiele. To też trudno się dziwić, że w roku 1991 Kolegium Rektorów Wrocławskich i Opolskich nagrodziło Harnasia doroczną nagrodą za integrację środowiska akademickiego. To był pierwszy duchowny, który był laureatem tej nagrody.
Rok później Ksiądz Biskup opuścił Wrocław, najpierw został biskupem pomocniczym w Legnicy, a w roku 1993 powołano Go na biskupa ordynariusza diecezji zielonogórsko – gorzowskiej. Od tego czasu z podziwem patrzyłem na piękny i mądry sposób sprawowania tej bardzo trudnej funkcji zarządzania wielką diecezją. Mimo dzielącej nas odległości wyrażonej w kilometrach, spotykaliśmy się dość często i dla mnie te spotkania były bardzo cenne. Czułem się wręcz dumny z zaproszenia do napisania tekstu w księdze jubileuszowej wydanej w roku 2002 na jubileusz 70 –lecia Księdza Biskupa. Tytuł tej księgi to Sursum Corda – W górę Serca, co było biskupim zawołaniem Harnasia.
A w grudniu zeszłego roku Harnaś przesłał mi książeczkę o tym samym tytule, która była zapisem jego rozmów przy kawie z biskupem Stefanem Redmuntem, następcą na tronie biskupów zielonogórskich.
Z odejściem Harnasia mój świat skurczył się bardzo. I chociaż powtarzam sobie Sursum Corda bo wierzą , że mój przyjaciel jest dziś szczęśliwy stojąc u stóp Boskiego Tronu, to jednak bardzo mi smutno.
prof. Andrzej Wiszniewski... Collapse








